piątek, 28 lutego 2014

Rozdział I [DaeJae]

YJ - Youngjae
DH - Daehyun
HC - Himchan
JH - Junhong (Zelo)
YG - Yongguk


  Poranne słońce wdarło się przez szczelinę między niechlujnie zasuniętymi zasłonami i padało prosto na twarz blondwłosego młodzieńca. Ten z pomrukiem niezadowolenia przewrócił się na drugi bok, tak że promienie padały teraz na jego plecy, i nasunął kołdrę jeszcze bardziej na głowę. Bynajmniej nie należał do porannych ptaszków.
Po drugiej stronie pokoju ze snu wybudzał się właśnie starszy chłopak. Usiadł na brzegu łóżka gdzie zastygł na krótką chwilę w pozie, która świadczyła, że nie dość, że się nie wyspał, to nie miał najmniejszej ochoty już wstawać. Mimo to podniósł się gwałtownie i prowizorycznie zaścielił łóżko, wiedział, że co by nie zrobił, i tak nie da rady sprostać wymaganiom drugiego chłopaka, więc po co się starać? No właśnie. Chwycił ręcznik, z niewielkiej szafy wyjął świeże ubranie i skierował się w stronę łazienki.
Dwadzieścia minut później, wrócił do pokoju z ręcznikiem na głowie. Uważnie rozejrzał się po pomieszczeniu. Nadal panował w nim taki sam nieład jak wtedy, kiedy wychodził. Nie spodobało mu się to. Wzrokiem zawędrował na postać po uszy zawiniętą w kołdrę i mocno skuloną. Uśmiechną się pod nosem.Aż tak był zmęczony? Odrzucił na bok mokry ręcznik i po cichu zakradł się pod łóżko przyjaciela. Chwycił róg pościeli i z całą siłą pociągną, zrzucając młodszego na podłogę i śmiejąc się głośno z reakcji blondyna, który przerażony wrzasnął na cały pokój.
YJ: Aishhh, zawsze masz takie głupie pomysły z rana! - jeszcze nie całkiem przytomny podniósł się z podłogi pocierając obolałe od upadku części ciała.
DH: Wybacz, ale nie mogłem się powstrzymać - zaśmiał się wesoło.
YJ: Nie mogłeś obudzić mnie jak zwykły człowiek? Już wystarczająco jestem obolały po wczoraj - mruknął pod nosem wychodząc z pokoju z ręcznikiem na ramieniu - Za karę masz tu posprzątać. I to ma być zrobione zanim wrócę! - rozkazał stojąc w progu.
DH: Ale i tak ci się nie spodoba...
YJ: To się tym razem postaraj! A nie chowaj wszystkiego pod łóżkiem!
DH: Ale...
YJ: Czas zaczyna się...już! - trzasnął drzwiami na odchodne.
DH: Ehhhh...Serio mi to robisz? - rzucił Daehyun w pustkę pokoju i z cierpiętniczą miną zaczął podnosić wszystko z podłogi. A czego tam nie można było znaleźć! Było tam wszystko, od brudnych ubrań, niewypakowanych po treningach toreb i całej masy splątanych ze sobą w wielki supeł kabli, po opakowania po zupkach instant i innych drobnych przekąskach.
DH: I weź tu człowieku bądź zdrowy z takim współlokatorem...ehhhh... - westchnął ponownie i ostro wziął się do roboty, której, szczerze, nienawidził.
Po dziesięciu minutach tak ciężkiej pracy usłyszał głos dochodzący z łazienki.
DH: Niech sobie sam radzi, mi kazał sprzątać... - chwilę później do pokoju jak huragan wparował Youngjae obwiązany jedynie ręcznikiem wokół bioder.
YJ: Głuchy jesteś jak cię wołam? - po jasnej skórze ściekały pojedyncze krople co rusz skapujące z wciąż mokrych włosów chłopaka, stróżki wody po chwili stworzyły gęstą sieć na delikatnej klatce piersiowej młodszego.
DH: Myślałem że śpiewasz pod prysznicem...
YJ: Twoje imię?!
DH: No cóż....nie mógłbyś? - zachichotał pod nosem na widok czerwieniejących policzków kolegi.
YJ: Daehyun! - krzyknął bardziej skrępowany niż zdenerwowany przy tym rzucając szatyna leżącą obok poduszką. Wyjął z szafy pierwszą lepszą rzecz i wyszedł z powrotem do łazienki.
***
Kolejny dzień, szósta rano.
Daehyun żwawo zeskoczył ze swojego łóżka pełen energii. Wczorajsze zmęczenie po treningu całkowicie zniknęło. Podszedł sprężystym krokiem do łóżka przyjaciela i zaczął go budzić, tym razem w bardziej humanitarny sposób niż ostatnio. Szarpał za ramię blondyna coraz mocniej, nie dawało to jednak żadnych rezultatów.
DH: Sam się prosiłeś... - mruknął cicho wymyślając kolejny zabawny sposób, aby obudzić dongsaeng'a. Już nachylał się nad jego uchem kiedy usłyszał zaspany, ale stanowczy głos:
YJ: Nawet nie próbuj... - powiedział odwracając się w stronę swojego dręczyciela - To, że nie lubię wstawać wcześnie, nie znaczy, że jak trzeba to tego nie zrobię...
Początek dnia minął tej dwójce na kilku sprzeczkach i przekomarzaniach. W końcu w stanie względnym do użytku wyszli z pokoju z głęboką potrzebą zjedzenia dużej porcji czegoś, czegokolwiek, byle było sycące i wystarczyło do pory obiadowej.

HC: Widzę, że nasze dwie papużki nierozłączki już wstały - uśmiechnął się od ucha do ucha Himchan - Na stole macie dwie kawy, ta po lewej słodzona... - mówiąc to spojrzał na Jae, a ten tylko odwzajemnił uśmiech.
JH: Ughh... - do kuchni weszła kolejna postać, tym razem sama, bardzo wysoka z osobliwą, wręcz komiczną, fryzurą - ...ale się dziś nie wyspałem - ziewnął szeroko jakby dając dowód własnym słowom.
HC: Junhong, ja rozumiem zmęczenie, ale użyć z rana szczotki do włosów to nie taki wielki wysiłek... - zaśmiał się krótko najstarszy zaczynając przeczesywać splątane kosmyki blond włosów maknae.
DH: A gdzie reszta? - rzucił Daehyun między kolejnymi łykami gorzkiego napoju.
HC: Jongup już na sali, a Yongguk...Yongguk pewno jeszcze nie poszedł spać...
DH: A o której mamy tam być i o co w ogóle chodzi? - wtrącił się wciąż jeszcze niedobudzony, mimo wypitego sporego kubka kawy, blondyn.
HC: W zasadzie to sam do końca nie wiem. Chyba chodzi o jakiś nowy projekt? Nie byłem na tyle ciekawy żeby dopytywać o szczegóły.
Zelo siedzący pośrodku nich przysłuchiwał się w ciszy nic nie rozumiejąc.
JH: Hyung... - odezwał się w końcu - ...to my gdzieś jedziemy?

***

Cała szóstka zebrała się na sali treningowej o równej ósmej. Do sali chwilę później wszedł ich manager.
- Słuchajcie uważnie - zaczął poważnym tonem, tak, że członków zespołu przeszły ciarki - Zdecydowaliśmy, że weźmiecie udział w szkoleniowym wyjeździe organizowanym przez naszą wytwórnię - zawiesił głos - Wyjazd jest czterodniowy, w całości opłacony - artyści popatrzyli po sobie podekscytowani - Z tym, że musicie wiedzieć, że to nie będzie wyjazd jak inne na których byliście...
YG: To znaczy? - zapytał zdezorientowany lider.
- Znaczy to tyle, że poza odpoczynkiem i nielicznymi szkoleniami będziecie mieć też inne zadania.
JH: Jakie na przykład? - Zelo prawie podskakiwał z podekscytowania.
- Tego dowiecie się dopiero na miejscu.
***
Mam nadzieję, że się wam podobało, jeśli tak/nie piszcie :)
Będę starała się poprawić ^^
Jeszcze sama nie wiem jak to wszystko się potoczy...
Do następnego razu~! C:

czwartek, 13 lutego 2014

Prolog [DaeJae]



Szczerze? Stresuję się jak potoczy się moja przygoda z tym blogiem. Cóż, co ma być to będzie, a Wam tymczasem życzę miłego czytania! :)
***

Już od bardzo dawna obiecywałem samemu sobie, że zacznę ćwiczyć jak panować nad swoimi nerwami, ale jak dotąd nie znalazłem dobrego momentu aby zacząć...może jednak powinienem był.

- Yaaaaaaaa! Jung Daehyun! - mój głos rozniósł się echem po całym dormie. Jednakże wzywana osoba nie raczyła odpowiedzieć ani słowem, nie mówiąc już o podniesieniu swojego leniwego tyłka z kanapy.

- Yaaaaaaaa! Daehyun!! - krzyczałem przemierzając korytarz - Ile razy można mu powtarzać?!

Nigdy nie należałem do spokojnych osób, wręcz przeciwnie. Ciągle rozpierała mnie energia, wszędzie było mnie pełno. Zawsze lubiłem żartować z przyjaciółmi, którzy nadali mi miano grupowego komika, lubiłem to.


Z impetem otworzyłem kuchenne drzwi i wparowałem do środka. To właśnie tu najczęściej można było spotkać tego obżartucha i lenia. W tym momencie siedział tuż obok otwartego na oścież okna, jedną ręką opierał się o parapet, w drugiej trzymał kanapkę, natomiast na głowie znajdowały się sporej wielkości słuchawki z pewnością tłumiące z dużym powodzeniem wszystkie moje okrzyki furii. Bez zbędnych czułości zsunąłem słuchawki z jego uszu i już nabrałem powietrza w płuca...
- O! Heeej, już wróciłeś? - w głosie było słychać autentyczne zdziwienie - No w sumie to ten...pożyczyłem na chwile twoje słuchawki, bo moich nigdzie nie było - zawiesił na chwile głos, po czym energicznie dodał - ale nie gniewasz się, no nie? - wyszczerzył się zadziwiająco niewinnie jak na 20-letniego mężczyznę.
- Ummm... - na chwilę straciłem rezon z powodu tego uroczego widoku - Ekhem...Po pierwsze... - starałem się zachować spokój - ...gdybyś od czasu do czasu posprzątał to byś wiedział, dwa... - musiałem wziąć głębszy oddech - ...ile razy ci mówiłem, że masz nie brać moich rzeczy bez pozwolenia? Hmm?! - ostatnie słowa wymówiłem przez zaciśnięte zęby.
- Oj to nie jest koniec świata. Nic się przecież nie stało~

Czy kiedyś byłem bardziej wyrozumiały? Sam nie wiem, chyba nie, to nie pasuje do mojego charakteru...ale kiedy słucham tego żałosnego wycia szatyna, coś we mnie pękało i łagodniałem, tak po prostu...dziwne.

Annyeong~!

Cześć, jestem ChaeWon. Od dawna zastanawiałam się nad założeniem bloga no i w końcu jest! :) To będzie pierwszy raz kiedy zaczynam pisać, więc proszę o cierpliwość, miejmy nadzieję, że coś z tego wyjdzie. Zamieszczać będę głównie fanfiction, ale może znajdzie się tu również jakaś moja inna twórczość.